Dzień za dniem
Mijały dni waszego związku, byliście ze sobą już naprawdę długo. Zaczynacie dostrzegać pewne zmiany. Na początku waszego związku myśleliście, ze ta fascynacja, to wielkie uczucie, które was złączyło będzie trwało wiecznie, będzie niezniszczalne. Budowaliście na swoim, uczuciu swój a przyszłość swoje dalsze życie i swoje dalsze plany. Czas był dla was zawsze wrogiem, również teraz. Dzień mijał za dniem, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem. Proporcjonalnie do upływu czasu gasł już wasz związek. Szczęście zdawało się wam uciekać przez palce, miłość zdawała się gasnąć, w miarę im bardziej próbowaliście to ratować, tym bardziej mieliście wrażenie, ze siebie tracicie, ze wasze plany gasną, przyszłość stoi pod znakiem zapytania. Zniknęła gdzieś tęsknota, wszystko tak poszarzało, stało się codzienne, brakuje wam tego, co było na początku, gdzieś się zapodziało to wspólne postrzeganie świata, sens wspólnego życia, magia ulotniła się ustępując miejsca zimnu, monotonni i zwykłej szarości dnia. Nie tak wyobrażaliście sobie swoje wspólne życie. Nie tak miała wyglądać wasza miłość. Nie tak chcecie żyć. Zaczęliście po niedługim czasie od pierwszego spotkania ze sobą być. Tworzyliście idealny związek. Światy zaczął wydawać wam się piękny i jedyny w swoim rodzaju. Wielka miłość, która w was była sprawiła, ze nagle wszystko wydawało się piękniejsze, łatwiejsze i prostsze. Żyliście chwilą, którą przeznaczaliście na spotkania miedzy sobą. Tęskniliście o dwa kroki od siebie, wielogodzinne rozstania Bytynie do przeżycia, wydawały się trwać wiecznie i nigdy się nie skończyć. Czas był waszym wrogiem. Kiedy się spotykaliście i spędzaliście z sobą czas, wówczas [płynął szybko, godziny mijały niczym minuty, dzień mijał za dniem, czas pędził i zdawał się być waszym nieprzyjacielem? Z kolei, kiedy nie mogliście się widzieć, tęsknota zabijała was od środka- czas dłużył się, każda sekunda ciągnęła się niemiłosiernie, zdawała się wiecznością. Na początku waszego związku świat toczył się jedynie wkoło was, wszystko inne zdawało się nie istnieć, być poza planem, było tylko wyimaginowaną rzeczywistością, która wracała do was w momencie rozstania się. Kochaliście siebie nad życie, myśleliście, ze tak będzie zawsze.
