Afryka
Afryka była miejscem, do którego Patterson zawsze chciał przyjechać. Podróż tutaj była jego marzeniem odkąd tylko postanowił zostać światowej sławy inżynierem. I teraz jego marzenie jak najbardziej się ziściło. Wjeżdża do Afryki, gdzie przwitał go jeden z podopiecznych Beaumonta, ale o wiele przyjemniejszy, i prowadzi go do odpowiedniego pociągu, dzięki któremu dojadą do Kenii. Podróż była bardzo długa, wspólnik Pattersona nie ukrywał znudzenia, ale on sam nie krył zadowolenia z tej podrózy. Bardzo chciał tu przyjechać i nie zamierzał tracić żadnego widoku, widział coś na temat kazdego zwierzęcia, był prawdziwym pasjonatem dzikiej afrykańskiej przygody. Jego wspólnik jest nieco zdziwiony jego nastawieniem, tak gorącym i zauroczonym wręcz, ale nie traci dobrego humoru, bo oto już prawie docierają do miejsca swojego przeznaczenia – gdzie już powstają pierwsze elementy mostu, który ma stanąć. Patterson spieszy się szczególnie z jego budową, ponieważ niemal w tym samym terminie, kiedy ma być on skończony, ma urodzić mu się dziecko. Jednak po zabiciu lwa, na jego miejsce pojawiły się Duch i Mrok. Zaczęły obserwować to, co dzieje się nad rzeką. Były bardzo inteligentne i potem zaczęto wierzyć, że są one wcieleniem umarłych szamanów, którym nie podoba się to, że ich ziemia jest bezczeszczona przez białych biznesmenów. Podczas prac wszyscy byli szczęśliwi, ponieważ udało się położyć jeden z kilku głównych filarów mostu. Jednak Machina, najsilniejszy z całej drużyny, zaczął przeczuwać, iż coś nadchodzi, coś bardzo złego. I jeszcze tej samej nocy coś zaczyna wyciągać go z namiotu, próbuje z tym walczyć, ale potwór okazuje się zbyt silny i bez problemu radzi sobie z wielkim Machiną. Jego walka nie zdaje się na nic, bije na oślep, jednak lew jest niesamowicie sprytny i zabija go w mgnieniu oka. Na drugi dzień poszarpane ciało Machiny znajduje Patterson, który jest zdziwiony, że Machina dał się lwu – krążyły legendy, że niejednego króla zwierząt zabił własnoręcznie. Tym razem Patterson szykuje czujkę samotnie, czekając bezowocnie całą noc na lwa…
Kreml
Przez wieki Kreml stanowił centrum władzy państwowej i kościelnej. Po rewolucji z 1917 roku stał siedzibą Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Jak podają rosyjskie źródła historyczne, Kreml był ośrodkiem władzy carskiej już od XI wieku. Miasto zajmuje powierzchnię 28 hektarów. Otacza je wysoki, o ponad dwukilometrowej długości mór. Znajduje się w nim 19 wież obronnych. W mieście pełno jest pałaców i cerkwi. Główne wejście z Placu Czerwonego prowadzi przez Basztę Zbawiciel. Wnętrze Kremla było wielokrotnie poddawane różnym przebudową. Po rewolucji z 1917 roku większość gmachów odnowiono, a cerkwie przeznaczono na muzea. W centrum Kremla znajduje się dzwonnica, niegdyś najwyższa w Moskwie. Nosi ona imię Iwana Wielkiego. Widok z niej obejmuje około 30 kilometrów. Trzykrotne zabicie Dzwonu Zmartwychwstania ogłaszało krajowi śmierć cara. Przy dzwonnicy znajduje się największy, ale nieaktywny dzwoń świata. Car-kołakoł odlany został w 1735 roku i waży 202 tony. Co ciekawe, nigdy nie zadzwonił, podczas pożaru został polany wodą i pękł. Kolejny gigant warty uwago, to armata Car-puszka. Zamówiona przez cara Fiodora w 1586 roku, nigdy nie wypaliła. Zamek w Wojnowicach stoi w mokradłach, jakby na wodzie. Jego budowniczy zadali sobie wiele trudu, aby wznieść tę niezwykła budowlę. Zamek otoczony był fosą i posiadał most zwodzony. Do obecnych czasów z elementów obronnych zachowała się tylko fosa. W niezłym stanie jest też 5 latryn. Wcześniej było ich aż 8. Konstruktorzy zaplanowali aż 8 ubikacji na jedną rodzinę. Jest to bardzo wysoki standard, nawet jak na dzisiejsze czasy. Zamek odzyskał nowy wdzięk po odrestaurowaniu. Od 1513 roku miał 37 właścicieli. Najczęściej byli to wojownicy, książęta czy magnaci. W swojej historii zamek został przegrany w karty dwa razy. Na powierzchni 924 metrów kwadratowych zamku kręcono rożne filmy. W nim tworzyli swoje dzieła Tadeusz Różewicz i Włodzimierz Odojewski. Nie omijali go politycy. Specjalnie na przyjazd Vaclava Havla i spotkania się w nim z ówczesnym prezydentem Lechem Wałęsą została zrobiona droga dojazdowa. Wizyta jednak się nie odbyła, ale droga już została. Z zamkiem wiąże się legenda ducha cielaka, który utopił się w tamtej okolicy. Próbowano go ratować i używając do tego wrota zamkowych drzwi. Niestety akcja się nie powiodła.
Kenia
Patterson i jego wspólnik w końcu docierają do Kenii. MIejsce to jest piękne i wygląda jak prawdziwa kwinesensja tego, co w Afryce jest najlepsze – piękne widoki, nieustanne gorąco, dzikie zwierzęta. Piękność goni piękność. Jednak sam most, jak widzi Patterson, nie jest tak piękny jak sobie wyobrażał. Już na pierwszy rzut oka wie, że nie będzie łatwo, ale także cieszy się z tego – lubi wyzwania i kiedy jest trudno. Poznaje całą załogę, swoją drużynę i jej przewodniczącego. Potem udaje się do szpitala polowego, gdzie leży mnóstwo osób, których powaliła malaria. I jest jeszcze jeden problem, o którym nie mówi się głośno. W pobliżu grasuje niebezpieczny lew – zaatakował jednego z pracowników i zranił mocno w nogę. Patterson w wojsku zdobył stopień pułkownika, więc myśli, że wie, jak rozwiązać ten problem. Chociaż nigdy nie był na prawdziwym polowaniu, więc nie ma w tym doświadczenia, układa plan, dzięki któremu uda się uciszyć raz na zawsze sprawę dzikiej bestii, niepokojącej całą drużynę. Postanawia na nią zapolować. Patterson po nieprzespanej nocy rozkazuje zbudować płot ciernisty. Okazuje się, że podczas ten nocy zginęła kolejna osoba – jeden z pracowników, który zwyczajnie zgubił się w drodze do namiotu. Płot ma otaczać cały teren budowy, więc połowa ludzi spędza cały dzień na jego budowaniu. Jego solidna budowa zajmuje aż cały dzień pracy. Wspólnik Pattersona jest wykończony, ma całe ręce we krwi, ale jest dumny z pracy, jaką wykonał jego zespół. I tej nocy faktycznie jest spokojnie, ale do życia budzi się kolejny dzień. I wtedy zostaje zaatakowany kolejny pracownik. Patterson jest całkowicie zdezorientowany – to niepodobne, by lwy atakowały tak otwarcie, za dnia. I na dodatek okazuje się, że nie jeden lew atakuje, a dwa. A co najgorsze, ginie wspólnik Pattersona, ugodzony pazurami prosto w krtań. Na miejsce przyjeżdża Beumont, jest wściekły, bo budowa ciągle stoi w miejscu, ale kiedy dowiaduje się, ile osób jest już martwych, postanawia przysłać najlepszego myśliwego, jakiego zna. I kiedy pracownicy pod komendą brygadzisty buntują się i przeciwstawiają się Pattersonowi, zjawia się myśliwy Remington i wprowadza zmiany, które mają doprowadzić do zabicia lwów. Remington zarządza wielkie polowanie i początkowo idzie mu świetnie. Pierwszy lew zostaje zabity, chociaż walczył o życie do samego końca. Przedtem jeszcze połowa ludzi ze szpitala została wymordowana, kiedy siedział wraz z Pattersonem w pułapce, by zwabić bestię. KIedy lwy uporały się z chorymi ludźmi leżącymi w szpitalu, udało im się zabić tylko jednego. Jednak drugi dotkliwie to odczuwa. I w nocy, kiedy po mocnym piciu z okazji małego sukcesu wszyscy kładą się spać nie wiedzą, że to ostatnia wspólna noc z Remingtonem – ten w nocy zostaje wywleczony z namiotu i rozszarpany na kilka metrów kwadratowych. Patterson jest wściekły i przywołuje specjalnie lwa, by rozprawić się z nim raz na zawsze. Nie zastawia pułapek, a tylko go zwabia mając nadzieję, że będzie mógł stanąć z nim oko w oko i zemścić się. I tak się dzieje, lew się zjawia, a Patterson szybko traci przewagę. Jednak w sumie udaje mu się zamordować lwa. Jest bardzo szczęśliwy. Co prawda budowa mostu opóźniła się, ale jednak został postawiony, do Pattersona przyjechała jego żona z dzieckiem i tak kończy się film. Swoją drogą, zrobiony on był na faktach…
